Jak sprawić żeby się działo

kredki2-jpg

Jak się motywować żeby nie postradać zmysłów i jak dążyć do swego nie tracąc nadziei. Dzisiaj artykuł filozoficzny, proszę czytać na własną odpowiedzialność:]

Od ponad półtora roku pracuję razem z Elizą szerszej publiczności znaną jako Kokers z Code Busters nad naszym wspólnym projektem. Od ponad 6 miesięcy praca ta jest naprawdę intensywna. Na dobrą sprawę bierzemy tylko tyle zleceń żeby zarobić na jedzenie, opłaty i ZUS. A każdą pozostałą chwilę przeznaczamy na pracę nad naszym projektem. Bez dofinansowania, bez pożyczek, bez inwestorów, wszystko własnym sumptem i za własne pieniądze. Zupełnie nie startupowo jak się okazuje. Ale to chyba temat na osobnego posta :]

Nadchodzi burza … mózgów:]

Im bliżej końca tym bardziej mój umysł krąży wokół przeróżnych rozwiązań. I przyznam, że tak jak nie mam wątpliwości, że nasz produkt będzie świetny i dopracowany i nie wypuścimy bubla tak wszelkie sprawy związane z pr i marketingiem napawają mnie delikatnie mówiąc lekkim przerażeniem. Myślę że bycie introwertykiem może mieć tutaj niemałe znaczenie.
Postanowiłam więc stłamsić swojego introwertyka i podpatrzeć jak inni bardziej otwarci ode mnie to robią. Z nadzieją, że nawet jeśli w ciągu jednej nocy nie stanę się super blogerem, wygadanym handlowcem, magikiem od pr czy specem od marketingu, to może coś tam się jednak do mnie przylepi.

Internet na ratunek!

I przylepiło się, kilka naprawdę fajnych źródeł skąd można się wiele nauczyć na temat biznesu, start upów, i ogólnie tworzenia stron.

Którędy do sedna, byle dziś poproszę?

Jeśli jeszcze czytasz to dzięki za cierpliwość bo właśnie zmierzam do sedna:]
To co mnie uderzyło we wszystkich praktycznie materiałach jakie obejrzałam to przeświadczenie które na dobrą sprawę towarzyszy mi przez całe życie. Aby COŚ osiągnąć trzeba COŚ robić. Proste jak konstrukcja cepa jednak nie każdy o tym pamięta.

Bez pracy nie ma kołaczy

Nie ma większego znaczenia co robimy i czy skończy się to sukcesem czy porażką. Mało tego w większości przypadków prawie na pewno skończy się właśnie porażką. Chodzi o sam stan aktywności psychicznej i fizycznej. Aktywny umysł jest nastrojony na wyłapywanie (okazji, informacji, kontaktów, niepotrzebne skreślić), jest jak rekin który nieustannie płynie i to że trafi na coś na ząb jest tylko kwestią czasu. Kiedy COŚ robimy rzeczy się DZIEJĄ. To trochę tak jakby nasz stan aktywności napędzał machinę zdarzeń. dopóki w tym stanie pozostajemy dopóty machina się kręci i prędzej czy później coś dobrego w nią wpadnie.

Bądź gotowy

Kiedy byłam mała chodziłam na lekcje tenisa. Bardziej dla zabicia czasu w wakacje niż dla przyjemności trenowania czy odbijania rażąco zielonej piłeczki. Z tamtych lekcji nie wiele już pozostało może poza starą jak świat rakietą do tenisa, która kurzy się gdzieś w czeluściach piwnicy. Pomimo to, jak dziś pamiętam jak moja trenerka mówi mi że cały czas mam się ruszać, przestępować z nogi na nogę, pochylać się w gotowości do wystartowania i gibać cały czas, w te i we wte:]. W ten sposób kiedy już piłka znajdzie się po mojej stronie będę w stanie do niej szybko podbiec. O wiele szybciej niż gdybym stała jak słup soli. Łapiecie analogię? Stan aktywności oprócz przyciągania zdarzeń ma jeszcze jedną zaletę. Czas reakcji. Więc kiedy przyjdzie pora, będziesz gotowy do działania. Wielkie rzeczy nie przychodzą do tych którzy tylko MARZĄ o wielkich rzeczach. Wielkie rzeczy przychodzą do tych którzy ROBIĄ WIELE małych rzeczy. Te małe rzeczy są jak nasionka, które wkładamy w ziemie. Przynajmniej z jednego z nich wyrośnie cholernie wielkie drzewo.

Ma to sens?