Modułowość świata

kulki-jpg

Tło z powyższego obrazka
W przeciągu ostatnich dwóch miesięcy miałam okazję projektować kilka serwisów responsywnych. Projektowanie responsywne wymaga od designera konkretnego sposobu myślenia. Nie mamy już jasno wytyczonych granic poprzez najbardziej popularną rozdzielczość ekranu. Obecnie treść rozlewa się we wszystkich możliwych w web designie kierunkach. Jednym ze sposobów żeby to wszystko jakoś ogarnąć jest założenie, że wszystko co umieszczamy na stronie powinno być w jakimś stopniu modułem. Dzielimy treść na łatwiejsze do przełknięcia kąski i niezależnie od tego jaki talerzyk nam się trafi będzie nam łatwo je na nim zgrabnie poukładać :-). Efekt tego taki, że im więcej projektuję tym bardziej modułowo myślę. A modułowość świata jawi mi się coraz wyraźniej nie tylko podczas projektowania. Moduł to nic innego jak wzór, który da się powtarzać. Aby dostrzec wzór trzeba go zobaczyć przynajmniej dwa razy. Wzoru, o którym chcę na pisać, nie zobaczyłabym gdybym dziś nie weszła na facebooka i gdyby mnie wtedy coś nie tknęło. Ale zanim przejdę do rzeczowej puenty przedstawię krótką historię która wydarzyła się pomiędzy:-)

Telewizja

Kto pamięta czasy kiedy w telewizji były dwa programy i zawsze było coś ciekawego do zobaczenia. W poniedziałek teatr, w piątek Kleopatra albo inny Spartakus, w sobotnie popołudnie western. Potem pojawił się Polsrat i TeFałEn i dopiero co było co oglądać. Potem przyszła kablówka, 250 kanałów z górką i po dwóch miesiącach zachwytu, włączam telewizor, a tam nic... nie ma co oglądać. Jem obiad oglądając reklamy.

Wyrastam z telewizji na rzecz prasy.

Kiedy już dorosłość wypędziła mnie sprzed telewizora i rzuciła na rynek pracy. Swoją potrzebę obycia ze światem i tym co cię w nim dzieje zaspokajałam, troszkę podświadomie, wklepując w okno przeglądarki onet.pl. Nie wiem jak to jest u was, ale dla mnie onet swego czasu był serwisem opiniotwórczym. Artykuły były rzeczowe i wierzcie lub nie ale można się z nich było czegoś dowiedzieć.

Potem onet dopadła konwersja i teraz każdy nagłówek musi zawierać przynajmniej jedno wzbudzające grozę słowo. A najlepiej całe zdanie, oto 4 pierwsze nagłówki które można zobaczyć na onecie w chwili kiedy piszę ten artykuł

  • Niemiecki urząd zabrał polakom niemowlę
  • Niemoralne postępowanie Radwańskiej
  • Chcą autonomii Śląska, tysiące ludzi na ulicach
  • To pokazuje, że jesteśmy o krok od faszyzmu

Gdy czytam tytuły na onecie to mam wrażenie że Majowie jednak się nie pomylili, tylko nie określili dokładnie jak długo ten nasz świat będzie się kończyć. I to czego teraz doświadczam to nieustannie trwająca apokalipsa. Jednak dramatyczne tytuły nijak nie przekładają się na treść. I gdy już z przerażeniem kliknę w taki, który ma znamiona czegoś bardziej wartościowego, to okazuje się że to filmik na vod. Jem kolację oglądając reklamy.

Ja i mój fejsbuk

Facebook to dla mnie ekwiwalent telewizji, tracę przy nim czas równie skutecznie jak kanapowe kartofle przed ekranem telewizora. Kiedy zarejestrowałam się na facebooku zrobiłam to tylko i wyłącznie po to żeby ciukać w farmville. Wkrótce jednak moje obejście rolne z rozrywki stało się obowiązkiem. Nie mogłam spokojnie wypić kawy na mieście, wiedząc że gdzieś tam na polach gniją mi pomidory. Postanowiłam skończyć tą niezdrową relację i porzuciłam farmville na rzecz mafia wars. Historia lubi się powtarzać więc przyszedł moment kiedy moje życie zbója również poszło w odstawkę. Zachowanie to powtórzyłam jeszcze parę razy, przytaczania tytułów gier litościwie oszczędzę.

Koniec końców okazało się że w znajomych mam coraz więcej ludzi których znam pośrednio lub bezpośrednio a coraz mniej ludzi którzy byli tam tylko po to żeby dać mi w prezencie kurę lub inny płotek. Nie długo potem do grona znajomych dołączyli ludzie których osobiście nie znam ale interesuje mnie to co u nich słychać. Do tego wszystkiego doszło kilkadziesiąt stron, marek, blogów, ludzi (niepotrzebne skreślić) które lubię bądź subskrybuję.

I cała ta masa zamienia się w nieprzerwany strumień wiadomości na moim niegdyś niezmąconym świadomą myślą wallu. Był okres kiedy z walla tego czerpałam wartościowe informacje, linki do ciekawych artykułów, zdjęć które mnie interesowały. Dziś wchodzę na swojego facebooka a tam setki uaktualnionych statusów i nic... nic ciekawego, jem śniadanie oglądając reklamy.

Im większa masa tym mniejsza wartość.

Nie, nie chodziło mi o to że cokolwiek robię w życiu to jem posiłki na reklamach :-) Wzór który wyłuskałam z własnych doświadczeń jest szalenie prosty:

Im większa masa tym mniejsza wartość.

Jak to się ma do stron internetowych? Spróbujmy:

  • Zamiast czternastu zakładek dać cztery
  • Zamiast rotatora z dwunastoma slajdami dajmy jedno ładne zdjęcie
  • Zamiast listy wszystkich aktualności jakie kiedykolwiek wyszły nam spod palców dajmy 2 ostatnie
  • Zamiast każdego jednego projektu jaki popełniliśmy w portfolio dajmy 3 najlepsze
  • Zamiast 5 numerów telefonów w kontakcie dajmy jeden ale taki który ktoś rzeczywiście odbiera.

Chyba już wiecie o co mi chodzi:-)

Może jednak warto przełożyć jakoś nad ilość. Sprawić, że gdy ktoś już trafi na naszą stronę to tam zostanie przez dłuższy czas, nie przytłoczony nic nieznaczącą treścią, której jedynym zadaniem jest wypełnić po brzegi pustą przestrzeń.